NAJNOWSZE WIADOMOCI
godzina 06:43

Ludożerstwo na terenie Polski. Praxix Francji

Kanibalizm to praktyka zjadania osobników własnego gatunku. Nie wszystkie kultury są równe: w wielu miejscach na świecie (Afryka, Papua Nowa Gwinea), kanibalizm stosuje się do dzisiaj. W filmie „Walka o ogień” opisująca losy poszukujących ognia neandertalczyków, kanibale wyglądali o wiele mniej ludzko, od tych neandertalczyków, którzy brzydzili się mięsem swojego gatunku. 

Przyznajmy, Polska jest świetnym żerowiskiem dla kanibali. Polacy zawsze będą zarabiać za mało, jeśli będą pozwalać na sobie żerować, czyli odżywiać swoją pracą i całym, de facto, życiem, obce narody, czerpiące wielkie zyski z gospodarki postkolonialnej usytuowanej pomiędzy Odrą a Bugiem.

Systemami sprzyjającymi wyzyskowi są feudalizm, kapitalizm i komunizm. W obu celem jest czerpanie zysków z pracy zadowolonych z systemu indoktrynowanych niewolników. Również w obu, chodzi o takie utrzymywanie podatków i obciążeń nakładanych na wytwórców, aby ci nie zagrozili wielkiemu kapitałowi – ludzi na szczycie kanibalistycznego łańcucha pokarmowego.

Dlatego w polskim kapitalizmie tak obciążona podatkami i przepisami jest klasa średnia i mali przedsiębiorcy. W Komunizmie CCCP wielkie fabryki należały natomiast do „robotników”, reprezentowanych przez, w istocie rzeczy, oligarchiczne władze partyjne, które to robiły świetne interesy z USA (NEP), kupując technologię od Forda itd. by następnie dostać od nich w prezencie od USA po II wojnie światowej także broń jądrową, dzięki ci komuniści mogli trzymać pod terrorem jądrowym PRL-owska Polskę, której władzom ZSRR nigdy tak naprawdę nie ufał.

Gdy w ZSRS przygotowywano się do Igrzysk Olimpijskich w 1980 r., mój dziadek powiedział, że teraz to dopiero będzie kryzys... I tak się stało. W tym czasie o Breżniewie krążył taki dowcip:

- Dlaczego towarzysz Breżniew chciał być pochowany w Polsce?

- Bo nie ta matka, która urodziła, ale ta, która wykarmiła.


                                                          Ludożerstwo obcych służb...

...czyli faktyczna działalność obcych służb w Polsce, to de facto:

- służba dyplomatyczna i konsularna

- firmy zagraniczne korumpujące polskich polityków i urzędników, współtworzące prawo

- media

- zwykli obywatele/obcokrajowcy, którzy wiedzą doskonale, co robić i czyjego interesu w Polsce bronić.

Przyglądam się Francuzom w Polsce. Bez trudu widać jaką politykę w Polsce prowadzą. Wbrew temu, o mówił Balcerowicz, kapitał jednak ma narodowość...

Wiedzą już o tym nawet twórcy „konsensusu waszyngtońskiego” z lat 80-tych, z którego to założeń korzystali twórcy transformacji gospodarczej w Polsce, a który to konsensus był swego rodzaju konstytucją globalnych przemian. Żeby było „kontrowersyjnie”, zacytuję Wikipedię:

„Jednym z bardziej znanych krytyków Konsensusu jest Joseph E. Stiglitz – noblista w dziedzinie ekonomii z 2001 roku – który wypowiadał się w jego kwestii w szczególności w kontekście regionu Europy Środkowo-Wschodniej (państwa postsocjalistyczne) oraz Azji (Chiny). Jako, że w większości przypadków założenia waszyngtońskie miały być implementowane w państwach rozwijających się, w praktyce wyszło na jaw, że wiele z nich było niewystarczająco przygotowanych pod względem gospodarczym na przyjęcie postulatów Konsensusu oraz tempa ich wprowadzania. Okazało się, iż wiele słabszych gospodarek rozwijających się, liberalizowało swoje systemy finansowe, posiadając jednocześnie niedojrzałe systemy bankowe oraz regulacje związane z przepływami finansowymi”. (...) Konsensus okazał się dokumentem wyrażającym interesy przede wszystkim Międzynarodowego Funduszu Walutowego, Banku Światowego, Światowej Organizacji Handlu i Ministerstwa Skarbu USA.

Efekty polityki wymuszanej przez porozumienie waszyngtońskie nie były zachęcające. W większości krajów, które oparły się na jego zasadach, rozwój był powolny, a tam, gdzie występował wzrost, korzyści nie były równo dzielone (...) Reformy oparte na porozumieniu waszyngtońskim wystawiły kraje na zwiększone ryzyko, przy czym ryzyko to w nieproporcjonalnie dużym stopniu ponosili ci, którzy byli najmniej zdolni do poradzenia sobie z nim” – pisał Joseph Stiglitz.

Powróćmy do relacji z Republiką Francuską. Zrezygnowanie z zakupu śmigłowców Caracali, wzbudziło totalną nienawiść tych, którzy dotąd na Polsce żerowali – władz i przemysłowcom z Francji. Nie robią tego nawet profesjonalnie. Przykładem są widowiskowe, pełne emocjonalnego nastawienia redakcji, tytuły artykułów, jak „Rozmowy bilateralne Andrzeja Dudy bez premiera Australii. Krytycy bez litości” zamieszczone dzisiaj na powiązanym z francuskim kapitałem portalu. Oto fragment:

                                       „Nie chcieli tracić czasu na ludzi niepoważnych

Zdaniem Marka Świerczyńskiego z "Politykainsight: może być to efekt rezygnacji przez Polskę z zakupu fregat”.

Źródło: https://wiadomosci.wp.pl/rozmowy-bilateralne-andrzeja-dudy-bez-premiera-...

Nie pierwszy już raz ten portal podważa wiarygodność polskich władz i kierunku bezpieczeństwa narodowego Polaków. Wcześniej tytuł zawierał frazę „Nie chcieli tracić czasu na ludzi niepoważnych”.

Albo „Szczyt Merkel-Putin. Powrót koncertu mocarstw? Weekendowe rozmowy Angeli Merkel i Władimira Putina sygnalizują koniec ostracyzmu rosyjskiego prezydenta i jasny gest wobec Ameryki. Dla Polski to sygnał ostrzegawczy”.

Sygnał ostrzegawczy, z którego autorzy portalu są bardzo zadowoleni. Radość szefów przechodzi na pracowników, prawda? Ale Francuzi zawsze mieli skłonność do brutalności w swoich koloniach. Cała wojna w Libii wybuchła tylko dlatego, że Sarkozy pożyczając 50 mln euro od Muamara Kaddiafiego zapewnił sobie prezydenturę we Francji.


                                                  Jak wytłumaczyć to zjadanym Polakom?

Liberałowie twierdzili bzdury, że kapitał nie posiada narodowości i tym podobne dyrdymały, twierdząc, że w gospodarce wygrywają najefektywniejsi, najzdolniejsi i najpracowitsi. Tymczasem wspólną cechą komunizmu i kapitalizmu w Polsce było, że przetargi, dostęp do urzędów i stanowisk w spółkach skarbu państwa, wygrywali ci, co mieli wygrać – faktyczny suweren polskiego państwa, czyli zagraniczni przedsiębiorcy oraz postkomuna z wyrodnymi dziećmi „Solidarności”, tymi z okrągłego stołu, dla których współobywatele, to mający na nich pracować (za najniższe stawki) motłoch.

I tak, jeśli w otwiera się granice na pracowników z Ukrainy, a ci pracując w Polsce pracują na rzecz firm, dla których rynkiem jest tylko Polska, gdy w dodatku właściciele firm mogą uzyskać dotację na każdego pracownika w wysokości 800 zł, a sami pracownicy wywożą na Ukrainę dolary, to z takiego stanu rzeczy, korzystają nie Polacy, ale wąska elita władzy i współpracujących z nimi „kapitalistów”. Przeciętny Polak był potrzebny w Polsce dopóki był tanią siłą roboczą. I płacił podatki, tzn. oddaje większą część swojego dochodu panującym panom. Teraz tani Polak może wyjeżdżać do choćby do Anglii, wszystko jedno, aby wyjechał! Kto więc jest suwerenem Polski? Obcy kapitał i „elity” z kompleksem kolonialnego sierżanta.

Tymczasem tak niezależne państwo antykorupcyjne państwo jak Ukraina, za 558,3 mln euro od Francji kupi 50 różnych modeli caracali. Będą to różne, w tym tańsze modele, a niektóre używane, ale niższa cena pozostaje faktem. Polska miała kupić od Airbus Helicopters 50 caracali za 13,5 mld zł, czyli za ok. 3,5 miliarda dolarów kupilibyśmy 50 śmigłowców. Tylko, że taką sumę 109 Blackhawków, w dodatku montowanych u siebie, kupiła Turcja.

3.500.000.000 – tyle dolarów chcieli od nas Francuzi za wspomniane śmigłowce, i rząd PO-PSL, który zgodził się na te ceny. 92,2 dolary przypadałoby na jednego Polaka. To prawie 380 zł, za które zapłacić mieli emeryci, opiekuni niepełnosprawnych, czy rodziny z dziećmi. A można było wydać dwa razy mniej, i w kieszeni rządu zostałoby przypadające na każdego Polaka 190 zł.

Zaraz, zaraz, a dlaczego nie chciała od nas helikopterów kupić Ukraina, nasz sojusznik? Nieważne. Polacy i polski przemysł, muszą nauczyć się dawać łapówki w celu wygrywania kontraktów za granicą.

                                                                      Na koniec

We „Francuskim archiwum Piotra Jaroszewicza” pisałem, że były premier Piotr Jaroszewicz miał haki na francuzów, którzy współpracowali z rządem Vichy i wysyłali Żydów do obozów koncentracyjnych, i to oni mogli go zabić. Niektórzy komentujący uważali jednak, że istnienie francuskojęzycznych nazistów na przełomie lat 80/90 nie miało już znaczenia. To bzdura. Wystarczy zapoznać się z losami francuskiego zbrodniarza Paul Touvier’a i komentarzami i wielu wpływowych w tamtym czasie francuskich nazistach w filmie:

„Polowania na nazistów” - Paul Touvier

https://www.youtube.com/watch?v=hcj7t0puIho

Ps.

„Pod koniec lipca 1945 r. radomierzyckie archiwum wyekspediowano do ZSRR. Zawierało ono około 300 tys. teczek, średnio po 250 stron każda, w tym 20 tys. teczek niemieckiego i francuskiego wywiadu wojskowego, 50 tys. teczek sztabu generalnego i liczące 150 teczek akta Leona Bluma i archiwum rodziny Rothschildów. Oprócz tego był tam ogromny zbiór dokumentów dotyczących kolaboracji Francuzów z Niemcami.

Podobno dzięki wiedzy władz PRL o tym archiwum, władze Francji były łaskawe dla Wojciecha Jaruzelskiego i ekipy. Stąd spotkania generała Jaruzelskiego z prezydentem Francji François Mitterrandem, a kto wie, możliwe, że także „archiwum rodziny Rothschildów” miała kluczowe znaczenie dla wizyty W. Jaruzelskiego w Nowym Jorku i spotkania z Rockefellerem w 1985 r.”.

  • Na plus0
  • Na minus0
Oceń publikację:

Superklaster 2018

X

Witryna korzysta z plików cookies w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie. Jeśli nie chcesz, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim urządzeniu zmień ustawienia swojej przeglądarki. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Cookies".